Ocieplenie dachu Okna dachowe
mar 19

Zajęcie zawodowe jako architekt zaczęłam jakiś czas temu. Od wieków reasumując pasjonowały mnie takie rzeczy. Nie było chyba takiego momentu gdy nie chciałabym czegoś urządzać, tworzyć, rysować, przestawiać. Pamiętam też ze szczegółami konkurs, w którym uczestniczyłam i mogłam osiągać swoje marzenia. Rozchodziło się o projekty domów drewnianych. Trzeba było wykonać go z niezwykłą precyzją i starannością. Nie zastanawiałam się ani trochę, bo wiedziałam, że może to być sprostanie moich pragnień a wręcz strzałka w kierunku ich wypełnienia. Nagrodą bowiem było stypendium dwuletnie do Włoch, gdzie pod kierunkiem wybitnych włoskich architektów uczyłabym się prawdziwej sztuki i architektury.

I los sprawił, że opracowałam te nieszczęsne projekty domów jednorodzinnych i wysłałam je na konkurs. Przyznam skrycie, że prawie nikt we mnie wierzył. Rodzice zamiast mnie wspierać mówili mi, że porywam się z motyką na słońce a znajomi sugerowali, że jest to konkurs o randze globalnej tak więc moje szanse są znikome. Aż tu nagle przyszedł czas efektów. Konkurs miał na celu wyłowić dwanaście najlepszych projektów domów. Na ceremonię rozdania zaproszono mnie na piśmie, ale oczywiście nie było mowy w tym piśmie, że wygrałam. Była tylko data, miejsce i prośba o stawienie się na miejscu, bo po wręczeniu nagród można porozmawiać z wybitnymi architektami i obejrzeć specjalną galerię prac przygotowaną na tą okoliczność. Uznałam, że nic nie stracę jeśli tam pojadę, ale wiedziałam, że moje nadzieje są nikłe. Gdy ogłaszali wyniki miałam przyspieszone tętno. Wyczytali mnie jako siódmą i czułam, że serce podeszło mi do gardła.

Tagi: ,

Komentowanie jest wylaczone.